Babi Jar 1941: Dwa dni, które wstrząsnęły sumieniem świata
Jestem pisarzem z Polski, choć serce noszę także wśród ziem Wschodu — dziś chcę opowiedzieć historię, która mimo upływu lat nadal dręczy sumienia ludzkości. Piszę o miejscu i wydarzeniu, które stały się symbolem nie tylko tragedii, ale wyjątkowego ostrzeżenia: Babi Yar – wąwozie nad Kijowem – oraz masakrze, która tam miała miejsce w dniach 29-30 września 1941 roku.
Wcześniej: Kijów, we wrześniu 1941 roku, był już pod niemiecką okupacją od 19 września. Dla miejscowej społeczności żydowskiej – bogatej tradycją, zwyczajami i życiem codziennym – moment ów miał być początkiem końca. W dniach tych władze nazistowskie, z pomocą swoich jednostek policyjnych i kolaborantów lokalnych, wydały rozkaz, który – dla wielu – brzmiał jak wezwanie do transportu pracy przymusowej, ale wkrótce zamienił się w akt niewyobrażalnego bestialstwa.
Zaczęło się 28 września 1941 r., kiedy na ulicach Kijowa pojawiły się ogłoszenia – żydowscy mieszkańcy mają stawić się następnego dnia w wyznaczonym miejscu, zabierając ze sobą dokumenty, trochę odzieży, nieco gotówki. Wydawało się to być kolejnym krokiem w kierunku „segregacji” albo „ewakuacji”, jakie naziści coraz częściej stosowali w swoich zbrodniczych planach.
W dniach 29 i 30 września — w ciągu zaledwie około 36 godzin — około 33 771 mężczyzn, kobiet i dzieci żydowskich zostało wyprowadzonych w grupach do wąwozu Babi Yar, ustawionych na krawędzi, zmuszonych do rozebrania się lub oddania rzeczy, a następnie – bez żadnego procesu czy usprawiedliwienia – zamordowanych poprzez strzały.
Wąwóz stał się grobowcem na świeżym powietrzu, ciałom nie nadano żadnego symbolicznego pochówku – ofiary były pozostawione w miejscu, w którym zostały zabite. Ten sposób realizacji zagłady — całkowicie poza jakąkolwiek „przepisową” ramą prawa – jest jednym z najbardziej dramatycznych świadectw zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej.
Ale to nie był koniec. W ciągu kolejnych miesięcy i lat wąwóz Babi Yar był miejscem kolejnych egzekucji – stawali się nimi nie tylko Żydzi, lecz także jeńcy wojenni radzieccy, Romowie, ukraińscy nacjonaliści czy cywile pozostający poza ramami żydowskiej tragedii. Historycy szacują, iż liczba osób zamordowanych w Babi Yar w latach 1941–1943 mogła wynosić około 100 000.
Warto podkreślić: ta masakra to nie było anonimowe zniknięcie ludzi — była to zaplanowana, mechaniczna operacja eksterminacji, która dramatycznie pokazuje, jak daleko może się posunąć ludzka cywilizacja, gdy odrzuci człowieczeństwo na rzecz ideologii nienawiści.
Spojrzenie na tamte miejsca: Kijów, 29 września. Ludzie ustawiani w kolejce. W powietrzu nieruchome spojrzenia, w oczach ogromny strach. Ktoś trzyma dziecko, ktoś inną rodzinę za rękę. Jeszcze chwilę wcześniej wierzyli, że zabierają ich do pracy, do transportu — a w przeciągu chwil stali się skazanymi. Kulki prochu, huk strzałów. Kolejny krok – złożenie ciał w masowych grobach albo wręcz w środku wąwozu, bez czasu na pożegnanie, bez imion, bez łez.
Dla mnie – jako pisarza z Polski, który przez trzydzieści lat analizował i opisywał wydarzenia związane z Holokaustem w Europie Środkowo-Wschodniej – miejsce to jawi się jako kres niewyobrażalnego dramatyzmu, ale także jako punkt zwrotny w sposobie, w jaki mordowano Żydów — preludium do ogromnych zbrodni później, w obozach zagłady. W Babi Yar rozstrzeliwano ludzi na świeżym powietrzu, w grupach, wprost bezpośrednio — bez komór gazowych, bez przygotowania scenografii — i to może czyni tę zbrodnię tak przejmującą.
Ale jest i drugi wymiar tej historii: długo po wojnie — w czasach sowieckich — pamięć o Babi Yar była zatarta, upolityczniona, ograniczona. Władze radzieckie nie chciały przyznać, że główną ofiarą byli Żydzi – preferowano narrację o „obywatelach sowieckich” zabitych przez Niemców. Dopiero w latach późniejszych zaczęto mówić wprost o wymiarze żydowskim tej tragedii.
Wyobraźmy więc – w mojej wyobraźni jako pisarza – rodzinę z Kijowa: matkę, ojca, trójkę dzieci. Ojciec idzie do pracy, matka zajmuje się kuchnią, dzieci bawią się na podwórku. 28 września nadchodzi rozkaz: wszyscy Żydzi mają się stawić jutro w określonym miejscu, zabierając rzeczy osobiste. Matka przelicza marne oszczędności, córka cicho płacze w nocy. Rano idą – idą jak na pracę – a potem już tylko krok po kroku w stronę śmierci, w ciszy, która przerywa się tylko hukiem karabinów. Wąwóz pochłania ludzi, ich losy giną w piachu i skałach. Nikt nie wie, kto gdzie i kiedy zginął.
Oddaję tym słowom hołd — nie tylko ofiarom żydowskim, ale wszystkim, których imiona przepadły w ziemi, w piachu, w milczeniu. Bo Babi Yar to także milczenie: milczenie świata, który patrzył, milczenie sąsiadów, milczenie po latach.
Dziś miejsce to, same Babi Yar, stało się terenem pamięci i moralnego przypomnienia. Pam-ięć tutaj nie jest jedynie faktografią; jest wezwaniem — byśmy nigdy nie zapomnieli, byśmy rozumieli. Współcześnie funkcjonują projekty edukacyjne, cyfrowe trasy wirtualne, które przybliżają tamten dzień nowym pokoleniom.
Jako pisarz chciałbym więc zakończyć tę opowieść refleksją: gdy patrzymy na fotografie – tłumy ludzi ustawione na skraju wąwozu, ich ostatnie ruchy – musimy zrozumieć, że choć 29-30 września 1941 było tylko dwoma dniami, echo tej zbrodni dobiegło przez dziesięciolecia. Nie chodzi tylko o liczbę zabitych. Chodzi o to, że człowiek został potraktowany jak ruchomy punkt, jak obiekt likwidacji. Nie chodzi tylko o zagładę – chodzi o sposób, w który ona została przeprowadzona: z mechanicznością przemysłową, z pozbawieniem człowieka godności, z ostatecznym umarłowaceniem życia.
I dlatego — pamiętając ofiary Babi Yaru — musimy też pamiętać o nas — o ludziach dziś: byśmy reagowali, gdy widzimy nienawiść, byśmy zauważali, gdy ktoś jest postrzegany jako „inna grupa”, „niepożądana”, „mniej wartościowa”. Bo tam, w wąwozie nad Kijowem, ideologia nienawiści spotkała się z bierną odezwą osób, i wtedy narosła tragedia, którą trudno objąć rozumem.
Niech więc ta opowieść, choć tragiczna, będzie również świadectwem — że pamięć ma siłę. Że każdy z nas może być strażnikiem dawnych krzywd, by krzywda nie powstała znów. Bo kiedy świat milczy, kamienie pamięci stają się jedynym świadectwem, a one — choć milczące — mówią bardzo mocno.
W mojej polskiej prozie, starając się oddać głos ofiarom i historii tego miejsca, kończę słowami: Niech Babi Yar — wąwóz, który przejął łzy i krzyki tysięcy — będzie znakiem, że człowiek nigdy nie może być traktowany jak liczba, jak przeszkoda, jak „problem”. Bo jeśli pozwalamy, by tak go traktowano – sami tracimy człowieczeństwo.
Niech pamięć tamtych dni, tamtych ludzkich historii, rozbrzmiewa w naszych sercach i w naszych działaniach – dziś, jutro i na zawsze.
Uwaga: Część treści została wygenerowana przy pomocy narzędzi AI (ChatGPT) i edytowana przez autora w celu zapewnienia kreatywności i przydatności do celów ilustracji historycznych.






