Uncategorized

Jak „głupia” sztuczka pewnej dziewczyny ujawniła tajną niemiecką bazę okrętów podwodnych, ukrytą przez lata. NP

Jak „głupia” sztuczka pewnej dziewczyny ujawniła tajną niemiecką bazę okrętów podwodnych, ukrytą przez lata

11 września 1943 roku. Nadmorska wioska Bergen w Norwegii rozpościerała się pod szarym, jesiennym niebem. Drewniane domy przylegały do ​​skalistego brzegu niczym muszle do kadłuba statku. 14-letnia Astred Nielson stała w oknie swojej sypialni, obserwując, jak niemieckie ciężarówki z zaopatrzeniem przejeżdżają obok rodzinnej piekarni.

 Po raz trzeci tego ranka, gdy ich koła chlapały w kałużach po nocnym deszczu. Żołnierze wierzyli, że ukryli swój największy sekret na widoku, że ciekawskie oczy norweskiej dziewczyny nie stanowią zagrożenia dla ich misternego oszustwa. Nie mogli się bardziej mylić.

To, czego Astrid dowiedziała się dzięki sznurkowi piekarskiemu i dziecięcej ciekawości, ujawniło jedną z najbardziej wyrafinowanych operacji maskujących na wybrzeżu Norwegii, ujawniając ośrodek, w którego utrzymanie niewidzialności niemieckie wojsko zainwestowało miliony marek i tysiące godzin pracy.

 Astrid mieszkała w Bergen całe życie, obserwując zmieniające się pory roku nad portem, zapamiętując rytmy łodzi rybackich i statków handlowych, które wyznaczały rytm serca miasta. Ale od kwietnia 1940 roku, kiedy wojska niemieckie zajęły Norwegię, te rytmy uległy zmianie. Jej ojciec, Henrik Nielson, nadal prowadził rodzinną piekarnię przy ulicy Strandgarten, ale teraz wypiekał chleb głównie dla niemieckiego personelu stacjonującego w całym mieście.

 Rodzina nauczyła się przetrwać dzięki ciszy i obserwacji – umiejętności, które Astrid rozwinęła w coś na kształt sztuki. Dziewczynka posiadała to, co jej babcia nazywała „oczami uważności”. Podczas gdy inne dzieci bawiły się na ulicy, Astrid katalogowała wzory. Wiedziała, że ​​samochód sztabowy porucznika Verera zawsze przyjeżdżał dokładnie o 7:15 każdego ranka.

Rozpoznawała różnicę między ciężarówkami transportowymi przewożącymi zapasy żywności a tymi obciążonymi czymś znacznie cięższym. Pamiętała, którzy niemieccy żołnierze przyjmowali przyjazne powitanie, a którzy trzymali ręce stale przy broni krótkiej. Ale ostatnio Astrid zauważyła coś, co nie miało sensu.

 W każdy wtorek i piątek, między 22:00 a 2:00 nad ranem, konwój złożony z 6–8 ciężarówek wyjeżdżał z miasta na północ, z reflektorami przyciemnionymi do wąskich szczelin. Wiedziała, że ​​jadą na północ, ponieważ jej sypialnia wychodziła na ten kierunek i mogła śledzić ich słabe światła, gdy wiły się wzdłuż nadmorskiej drogi w kierunku wyspy Herdler.

 Zastanowiła ją prosta arytmetyka. Ciężarówki, które odjeżdżały z Bergen, były mocno obciążone, ich zawieszenia były ściśnięte, a silniki pracowały z dużym obciążeniem, ale kiedy wracały po czterech godzinach, wydawały się równie ciężkie. Astrid wspomniała o tym ojcu pewnego ranka, formując ciasto na bochenki chleba.

 Henrik słuchał uważnie, jego pokryte kwiatami dłonie ani na chwilę nie przestawały pracować, po czym odezwał się cicho. „Może przewożą ładunek z jednego obiektu do drugiego” – zasugerował, choć w jego oczach malowało się to samo zmieszanie, co u córki. „Ale dlaczego załadowane ciężarówki wracają wciąż załadowane?” – naciskała Astrid. „Jeśli gdzieś dostarczają zaopatrzenie, powinny wracać puste, a przynajmniej lżejsze.

Jej ojciec nie miał odpowiedzi, ale miał ostrzeżenie. Cokolwiek robią Niemcy, to nie nasza sprawa. To niebezpieczne czasy dla dociekliwej Astrid, zwłaszcza dla młodych dziewcząt, które zadają zbyt wiele pytań. Posłusznie skinęła głową, ale zagadka już zakorzeniła się w jej umyśle.

 Przez dwa tygodnie Astrid obserwowała wtorkowe i piątkowe konwoje, a jej dezorientacja tylko się pogłębiała. Ciężarówki jechały tą samą trasą, poruszały się według tego samego rozkładu jazdy i wykazywały ten sam niewytłumaczalny rozkład ciężaru. W końcu jej metodyczna natura wymagała rozwiązania. Jeśli nie udało jej się rozwiązać zagadki samą obserwacją, musiała zebrać dowody rzeczowe.

Pomysł zrodził się w jej głowie, gdy pomagała matce naprawić rozdarty worek na kwiaty. Użyły grubego sznurka piekarskiego, by na nowo zaszyć płótno. A gdy Astrid patrzyła, jak igła matki przeciąga sznurek przez tkaninę, inspiracja uderzyła z jasnością dzwonka. W następny wtorek wieczorem, 5 października, Astrid poczekała, aż rodzice pójdą spać, po czym wymknęła się przez okno w sypialni, z szpulką cienkiego, ale mocnego sznurka piekarskiego schowaną w kieszeni płaszcza.

 Jesienna noc była zimna i bezksiężycowa, idealna do jej celów. Dotarła do wąskiego odcinka nadmorskiej drogi, około pół kilometra na północ od domu, gdzie trasa skręcała wokół skalistego urwiska, a następnie prowadziła w kierunku wyspy Herdler. Pracując szybko w ciemności, Astrid przywiązała jeden koniec sznurka do potężnej sosny po wschodniej stronie drogi, a następnie rozciągnęła go do brzozy po zachodniej stronie, mocując go około metra nad ziemią.

 Przecięła sznurek i pospieszyła do domu, z bijącym sercem, nie z wysiłku, lecz z powodu śmiałej prostoty planu. Następnego ranka Astrid wróciła na swoją trasę. Sznurek po wschodniej stronie pozostał przywiązany do sosny dokładnie tak, jak go zostawiła, ale zachodni koniec, który przywiązała do brzozy, zniknął.

 Sznurek został przecięty lub zerwany około 2 m od brzozy. Uważnie zbadała odcięty koniec. Był wyraźnie złamany, jakby coś go złapało i zerwało z dużą siłą. Co ważniejsze, kierunek zerwania sugerował, że cokolwiek przecięło sznurek, leciało z Bergen w kierunku Herdler i nie wracało.

 To zupełnie nie miało sensu. Astrid obserwowała konwój odjeżdżający z Bergen poprzedniej nocy. Widziała ciężarówki jadące na północ. Gdyby te same ciężarówki przecięły jej sznur, jadąc na północ w kierunku Herdler, a następnie zawróciły na południe do Bergen, sznur powinien zostać przecięty w obu kierunkach, ale został przerwany tylko po stronie północnej, chyba że ciężarówki nigdy nie wrócą.

 Uświadomienie sobie tego uderzyło ją z taką siłą, że aż głośno westchnęła. Ciężarówki, które widziała wracające do Bergen w środy rano, nie były tymi samymi ciężarówkami, które odjeżdżały we wtorkowe wieczory. To niemożliwe. Różne ciężarówki wyjeżdżały z Bergen w kierunku północnym i inne wracały do ​​Bergen z północy.

 Ale wszystkie wyglądały identycznie, ponieważ były to niemieckie pojazdy wojskowe tego samego modelu i koloru. Ale po co Niemcy mieliby utrzymywać ten skomplikowany wahadłowiec? Co mogłoby wymagać, aby załadowane ciężarówki jechały na północ, podczas gdy inne załadowane ciężarówki jechały na południe przez całą noc? Kolejnym eksperymentem Astrid był Boulder.

 W następny piątek, 8 października, umieściła sznurki w trzech różnych miejscach wzdłuż północnej drogi, każdy starannie ułożony i oznaczony małym wzorem węzła, który wskazywał dokładnie, który sznurek został przecięty i w którą stronę. Dodała też coś nowego. W każdym miejscu pocierała fragment sznurka pyłem węglowym.

 Jeśli oś lub podwozie pojazdu przecięłyby sznur, część węgla drzewnego mogłaby przenieść się na metal. Sobotnia inspekcja dostarczyła jeszcze bardziej niejasnych danych. Wszystkie trzy sznury w kierunku północnym zostały przecięte, ale sznury nad pasem południowym również zostały przecięte, a ślady hamowania wskazywały na uderzenia z obu kierunków na różnej wysokości.

 Niektóre hamulce miały około 1 m wysokości, jak można by się spodziewać po przedniej osi ciężarówki, ale inne były wyższe, około 1,5 m, i miały zupełnie inny wzór. Astrid przyniosła odcięte kawałki sznurka do domu i zbadała je pod lupą ojca, tą samą, której używał do czytania drobnego druku na fakturach za dostawy.

 Na dwóch sznurkach znalazła ślady czegoś, co wyglądało na rdzę, i osobliwy zielonkawy osad. Widziała już wcześniej ten sam kolor na brązowych okuciach łodzi rybackich w porcie. Elementy układanki zaczęły układać się w jej głowie jak puzzle. Ciężarówki jadące na północ, ciężarówki jadące na południe, różne wysokości, brązowy osad, i zawsze w najciemniejszych godzinach, gdy obserwacja była najtrudniejsza.

 Musiała zobaczyć konwój z bliska, ale to wiązało się z oczywistym niebezpieczeństwem. Niemieccy żołnierze nie traktowali dobrze norweskich cywilów, gdy spotykali ich w pobliżu operacji wojskowych, a nastolatka błąkająca się samotnie nocą przyciągałaby zupełnie niewłaściwą uwagę. Astrid potrzebowała pretekstu, powodu, by znaleźć się na tej drodze, który wydawałby się niewinny i niepodważalny.

 Rozwiązanie przyszło z nieoczekiwanego źródła. Siostra jej matki, ciotka Ingred, mieszkała w małym domu na wsi, około 3 km na północ od Bergen, tuż przy trasie, którą podążały konwoje. Ingred niedawno złamała kostkę w wyniku upadku, a matka Astrid odwiedzała ją dwa razy w tygodniu, przywożąc chleb i pomagając w pracach domowych.

 „Mamo” – powiedział Astred w niedzielny wieczór – „chciałbym odwiedzić ciocię Ingred w ten wtorek. Mógłbym jej przynieść jej ulubione miodowe ciasteczka i może jej poczytać. Masz tyle pracy w piekarni i wiem, że jesteś zmęczona”. Jej matka wyglądała na zaskoczoną, ale zadowoloną. To bardzo miłe, Astred, ale we wtorek wieczorem. Czy nie byłoby lepiej odwiedzić cię za dnia? Mam szkołę do późna.

 Astrid improwizowała szybko. A ciocia Ingred zawsze powtarza, że ​​czuje się najbardziej samotna w nocy. Mogłabym tam pójść po obiedzie i wrócić w środę rano przed szkołą. Wiesz, że ma ten dodatkowy pokój. Po krótkiej naradzie rodzice się zgodzili. We wtorek wieczorem, 12 października, Astrid wyruszyła na farmę ciotki, niosąc na plecach mały plecak z miodowymi ciasteczkami, książką i lunetą, małym mosiężnym teleskopem, który dziadek podarował jej lata temu.

Ciocia Ingrid powitała ją serdecznie, nie zadając pytań o nietypowy termin wizyty. Dzielili się herbatą i ciastkami, rozmawiając o plotkach z wioski i powolnym powrocie Ingred do zdrowia. Około 9:30 Astrid przeprosiła, tłumacząc się zmęczeniem, i udała się do gościnnej sypialni. Nie spała.

 Zamiast tego czekała przy zaciemnionym oknie, z lunetą w pogotowiu i otwartym notatnikiem. O 10:45 usłyszała nadjeżdżających. Głęboki warkot ciężkich silników, specyficzny pisk hamulców wojskowych ciężarówek, które wymagały smarowania. Astrid uniosła lunetę i obserwowała. Konwój składał się z siedmiu ciężarówek, dokładnie tak, jak wcześniej policzyła. Poruszały się powoli drogą, a ich przyciemnione reflektory dawały akurat tyle światła, by móc nawigować.

 Ciężarówki były przykryte płóciennymi plandekami, a ich przestrzeń ładunkowa była zasłonięta. Ale kiedy przejeżdżały tuż przed domem ciotki, Astrid zauważyła coś, czego nigdy wcześniej nie widziała z okna swojej sypialni w Bergen. Ciężarówka siedziała nisko na zawieszeniach, bardzo nisko. Cokolwiek przewoziła, było niezwykle ciężkie. Oszacowała ładunek każdej ciężarówki na kilka ton, bazując na tym, jak pojazdy radziły sobie na łagodnych zakrętach drogi.

 Być może stal albo jakiś betonowy materiał budowlany. Starannie wszystko notowała: godzinę, liczbę pojazdów, ich przybliżoną prędkość, głębokość śladów opon na miękkim poboczu. Potem czekała. Jeśli jej teoria była prawidłowa, w ciągu kilku godzin z naprzeciwka nadjedzie więcej ciężarówek.

 O 1:15 w nocy ponownie usłyszała warkot silników. Astrid przycisnęła twarz do szyby, unosząc lunetę, ale to, co zobaczyła, zaparło jej dech w piersiach. To nie były ciężarówki, a raczej ciężarówki, ale zostały tak gruntownie zmodyfikowane, że ledwie przypominały standardowe pojazdy wojskowe. Skrzynie ładunkowe były całkowicie zabudowane metalowymi obudowami, a zawieszenie wzmocniono dodatkowymi sprężynami i podporami.

 Co najbardziej uderzające, każda ciężarówka holowała dużą, zamkniętą przyczepę, również osadzoną bardzo nisko na wytrzymałych kołach. Siedem z tych nietypowych pojazdów minęło farmę, kierując się na południe, w stronę Bergen, poruszając się jeszcze wolniej niż konwój jadący na północ. Poruszały się w precyzyjnym szyku, zachowując między sobą dokładne odległości i nie wydawały praktycznie żadnego dźwięku poza warkotem silników.

 Ktoś włożył sporo wysiłku w stłumienie mechanicznego hałasu. Astrid pisała gorączkowo, szkicując konfigurację pojazdu i notując każdy szczegół, jaki udało jej się dostrzec. Kiedy ostatnia zmodyfikowana ciężarówka zniknęła za południowym zakrętem, pozostała przy oknie, a jej myśli krążyły wokół możliwości. Niemcy transportowali coś bardzo ciężkiego z Bergen na północ, w okolice Hurdler Island.

 Następnie ładowali coś równie ciężkiego na specjalistyczne pojazdy i wieźli z powrotem na południe do Bergen. Działo się to dwa razy w tygodniu, w każdy wtorek i piątek, z precyzją rozkładu jazdy pociągu, a ktoś zainwestował znaczne środki, aby ta operacja przebiegała jak najciszej i najbardziej dyskretnie.

 Ale co mogło wymagać tak rozbudowanej tajemnicy? Jaki ładunek był tak cenny i tak wrażliwy, że uzasadniał ten skomplikowany system transportu wahadłowego? Odpowiedź przyszła jej do głowy 3 dni później, podczas zwyczajnej rozmowy z niezwykłym świadkiem. Ojciec Astrid zatrudnił chłopca na posyłki o imieniu Lars, 16-letniego Norwega, który pomagał w dostarczaniu chleba do niemieckich zakładów w całym Bergen.

 Lars był prostoduszny, jak uprzejmie opisywali go mieszkańcy wioski, ale posiadał encyklopedyczną pamięć do korzeni, adresów i lokalizacji. Pamiętał każdy budynek, do którego kiedykolwiek wszedł, i każdą twarz, którą kiedykolwiek widział, choć zmagał się z abstrakcyjnymi koncepcjami i skomplikowanymi instrukcjami. W piątek rano, gdy Lars pomagał załadować stojaki z pieczywem do wózka dostawczego, Astrid zapytała go nonszalancko: „Lars, czy kiedykolwiek dostarczasz do zakładów na północ od miasta, w kierunku Herdler?”. Lars z entuzjazmem skinął głową. „O tak, dwa razy w każdym”.

Tydzień temu zaniosłem chleb do wielkich drzwi prowadzących do góry. Żołnierze tam są bardzo poważni. Trzy razy sprawdzają mój wózek, zanim mnie wpuszczą. Astrid poczuła, jak jej puls przyspiesza. Drzwi prowadzące do góry? Co masz na myśli? Góra ma drzwi, wyjaśnił Lars z cierpliwością kogoś, kto opisuje coś oczywistego.

 Bardzo duże, stalowe drzwi. Otwierają się, a w środku jest tunel, który prowadzi głęboko w skałę. Dostarczam chleb do kuchni, która jest tuż za wejściem. Nie wolno mi iść dalej. Jest tam wielu uzbrojonych żołnierzy, którzy pilnują wszystkiego. Ilu żołnierzy? – zapytała Astrid, starając się, żeby jej głos brzmiał swobodnie.

Lars zastanowił się, marszcząc twarz w skupieniu. Naliczyłem 43 różnych żołnierzy przy wejściu, ale słyszę o wiele więcej głosów z głębi tunelu, może setki. I słyszę maszyny, bardzo głośne maszyny, których echo odbija się od skały. Henrik Nielson, który przysłuchiwał się tej rozmowie, wyrabiając ciasto, rzucił córce ostre, ostrzegawcze spojrzenie, ale Astrid nie mogła się teraz zatrzymać. Była zbyt blisko.

 „Lars” – powiedziała delikatnie. „Jakie to maszyny?” „Jak brzmią?” „Jak pompy w porcie” – odpowiedział natychmiast Lars. „Te wielkie pompy, których używają do wypompowywania wody z nieszczelnych statków. Ten świszczący, bulgoczący dźwięk, a także metal ciągnięty po kamieniu. Zgrzyt dłoni wykrzykuje liczby po niemiecku. Metr suchy, metrum funf.

 Właśnie tak. 3 m, 5 m głębokości. Astrid zdała sobie sprawę, że mierzą głębokość. Ostatni element wskoczył na swoje miejsce z ciężarem absolutnej pewności. Niemcy zbudowali bazę okrętów podwodnych wewnątrz góry na wyspie Herdlera. Ciężarówki jadące na północ przewoziły materiały budowlane, zaopatrzenie i prawdopodobnie amunicję.

 Specjalistyczne pojazdy jadące na południe przewoziły coś, co znajdowało się w ośrodku górskim, coś, co należało przetransportować z powrotem do Bergen w celu przetworzenia lub wysyłki. Ale okręty podwodne nie podróżowały ciężarówkami, niezależnie od tego, jak mocno były uzbrojone. Co więc przewoziły? Tej nocy Astrid nie mogła spać. Leżała w łóżku, słuchając, jak październikowy wiatr trzeszczy w jej oknie, i myślała o okrętach podwodnych.

 Wiedziała, że ​​potrzebują zaopatrzenia, paliwa, żywności, świeżej wody, części zamiennych i amunicji. Wiedziała, że ​​wymagają napraw i konserwacji, i wiedziała, że ​​niemieckie okręty podwodne operujące na północnym Atlantyku atakują alianckie konwoje, próbując odciąć brytyjskie linie zaopatrzeniowe. Gdyby Niemcy rzeczywiście zbudowali ukrytą bazę okrętów podwodnych w górach niedaleko Hurdler, byłby to strategiczny obiekt o ogromnym znaczeniu.

Okręty podwodne mogły wpływać do bazy podwodnymi tunelami, być serwisowane i zaopatrywane w pełnym ukryciu przed samolotami aliantów, a następnie wracać na północny Atlantyk bez wynurzania się na widoczne wody. Stwarzało to jednak logiczny problem. Okręty podwodne potrzebowały pewnych zapasów, których nie dało się wyprodukować lokalnie.

 Specjalistyczne środki smarne, precyzyjne instrumenty, sprzęt radiowy i, co najważniejsze, amunicja. Materiały te musiałyby pochodzić z samych Niemiec, być transportowane statkiem lub koleją do Bergen, a następnie przewożone do ukrytego obiektu, z tą różnicą, że regularne konwoje zaopatrzeniowe na wyspę Hurdler przyciągałyby uwagę.

 Alianckie siatki wywiadowcze w Norwegii były rozległe, a Brytyjczycy wiedzieli, że każda znacząca niemiecka baza morska stanie się celem priorytetowym. Dlatego Niemcy opracowali tę misterną sztuczkę. Zamaskowali szlak dostaw jako coś zwyczajnego, dzieląc ładunek na dwa różne konwoje jadące w przeciwnych kierunkach.

 Korzystając z osłony ciemności i zmodyfikowanych pojazdów, by zminimalizować widoczność, Astrid zdała sobie sprawę, że potrzebuje dowodu, czegoś bardziej konkretnego niż eksperymenty ze strunami i obserwacje z drugiej ręki, dokonane przez naiwnego dostawcę. Potrzebowała dowodów, które przekonałyby norweski ruch oporu. Wiedziała, że ​​podziemna siatka istnieje, choć nikt o niej nie mówił wprost.

Jej szansa nadarzyła się dwa tygodnie później, gdy październikowa pogoda stała się niezwykle zimna, a woda w porcie zaczęła zamarzać w nocy. Matka Astrid ponownie poprosiła ją o dostarczenie chleba cioci Ingrid, obawiając się, że starsza kobieta może mieć problemy z zamarzniętymi rurami wodociągowymi. Astrid zgodziła się natychmiast, ale tym razem miała konkretny plan.

 Nie zamierzała po prostu obserwować konwojów z okna ciotki. Będzie je śledzić. We wtorek wieczorem, 26 października, Astrid dotarła na farmę ciotki godzinę przed zachodem słońca. Zjadła kolację z Ingrid, pomogła jej w wieczornych obowiązkach, a następnie udała się do gościnnej sypialni. Zamiast jednak przebrać się w piżamę, włożyła najcieplejsze ciemne ubranie, spakowała małą torbę z notesem, lunetą i termosem z gorącą herbatą i czekała.

 O 10:30 wymknęła się z domu i skierowała się na miejsce, które wybrała podczas poprzedniej wizyty – skalisty klif około 200 metrów od drogi, wystarczająco wysoki, by zapewnić dobrą widoczność, a jednocześnie zapewnić ukrycie wśród głazów i niskich sosen. Konwój jadący na północ dotarł o 10:50, dokładnie zgodnie z planem.

 Astrid obserwowała przez lunetę, jak siedem ciężarówek przejeżdżało z hukiem, a ich ciężary były widoczne w każdej mozolnej zmianie biegów. Kiedy ostatni pojazd zniknął za północnym zakrętem, ruszyła za nim pieszo. Teren był trudny, ale Astrid dorastała, wędrując po tych nadmorskich wzgórzach. Wiedziała, jak cicho poruszać się po lesie, jak unikać luźnych kamieni i trzeszczących zarośli.

 Utrzymywała kurs równoległy do ​​drogi, trzymając się wystarczająco daleko, by pozostać w ukryciu, ale wystarczająco blisko, by śledzić postępy konwoju za pomocą dźwięków i sporadycznych sygnałów wizualnych. Po około 45 minutach marszu Astrid dotarła do grzbietu z widokiem na wyspę Herdler. Wyspa była połączona z lądem wąską groblą. Na jej oczach konwój zbliżał się do punktu kontrolnego przy wejściu na groblę.

Niemieccy żołnierze krótko sprawdzali każdą ciężarówkę, a następnie gestem ręki pozwolili jej przejechać. Ciężarówki przejechały przez groblę i zniknęły za skalistym wzgórzem na południowym krańcu wyspy. Astrid musiała podejść bliżej, ale teren był tu bardziej odsłonięty i dawał mniej osłony. Musiała zaryzykować. Ostrożnie poruszając się w ciemności, schodziła z grzbietu w kierunku grobli, wykorzystując każdy dostępny cień i zagłębienie terenu.

 Proces trwał prawie 30 minut, ale w końcu dotarła do miejsca na lądzie, skąd mogła obserwować wyspę przez lunetę. To, co zobaczyła, potwierdziło wszystkie jej teorie i ujawniło kilka szczegółów, których się nie spodziewała. Skaliste wzgórze, które skrywało ciężarówki, nie było całkowicie naturalne.

 Ktoś zbudował w zboczu wzgórza ogromne, maskujące drzwi, pokryte malowanym płótnem i prawdziwą roślinnością, aby idealnie wtopić się w otaczający krajobraz. Na jej oczach drzwi powoli się otworzyły, odsłaniając jaskiniowe wejście oświetlone elektrycznymi światłami. Ciężarówki wjechały prosto w górę, jedna po drugiej, a drzwi zaczęły się za nimi zamykać.

 Ale zanim się całkowicie zamknęły, Astrid dostrzegła coś, co sprawiło, że jej serce zabiło mocniej. Za tunelem wejściowym przestrzeń otwierała się na ogromną podziemną komnatę, a na ciemnej wodzie wypełniającej tę komorę dostrzegła charakterystyczną sylwetkę kiosku okrętu podwodnego. Miała rację. Niemcy rzeczywiście wykopali ukrytą bazę okrętów podwodnych na wyspie Hurdler, dostępną jedynie przez ukryte wejścia, praktycznie niemożliwe do wykrycia z powietrza.

 Ciężarówki, które śledziła, dostarczały zaopatrzenie bezpośrednio do tego zakładu, podczas gdy zmodyfikowane pojazdy jadące na południe prawdopodobnie przewoziły odpady lub przedmioty wymagające naprawy lub przetworzenia w bardziej zaawansowanych zakładach przemysłowych Bergen. Astrid pozostała w swojej kryjówce przez prawie 2 godziny, dokumentując wszystko, co zaobserwowała.

 Zanotowała dokładną lokalizację wejścia, przybliżone wymiary drzwi, liczbę strażników na punkcie kontrolnym oraz godziny poszczególnych czynności. W pewnym momencie usłyszała głęboki pomruk silników Diesla dochodzący z wnętrza góry, różniący się charakterem od silników ciężarówek, a nawet silników okrętów podwodnych, była tego pewna, choć dźwięk ten był stłumiony przez otaczające skały.

 Około 2:30 nad ranem drzwi kamuflażu ponownie się otworzyły i wyłonił się konwój jadący na południe. To rzeczywiście były te zmodyfikowane ciężarówki, które widziała wcześniej – każda ciągnąca zamkniętą naczepę. Poruszały się z przesadną ostrożnością, jakby ich ładunek wymagał wyjątkowo delikatnego obchodzenia się. Astrid patrzyła, jak przejeżdżają przez groblę i zmierzają na południe, w kierunku Bergen.

Potem wyruszyła w podróż powrotną do domu ciotki. Dotarła wyczerpana, ale radosna, wślizgując się z powrotem do gościnnej sypialni tuż przed tym, jak pierwsze szare światło świtu dotknęło wschodniego nieba. Jej notatnik pękał w szwach od obserwacji, pomiarów i szkiców. Odkryła tajny niemiecki obiekt o istotnym znaczeniu strategicznym i dokonała tego jedynie za pomocą sznurka piekarskiego, uważnej obserwacji i nieustającej ciekawości.

Teraz jednak stanęła przed jeszcze groźniejszym wyzwaniem: co zrobić z tą informacją. Astrid wiedziała o istnieniu norweskich sieci ruchu oporu, ale nie miała pojęcia, jak się z nimi skontaktować. Jej ojciec zawsze zachowywał ścisłą neutralność polityczną, odmawiając współpracy z ruchem oporu i niemieckimi władzami poza zakresem koniecznym do prowadzenia interesów.

 Jej matka całkowicie unikała wszelkich dyskusji politycznych. W wieku 14 lat Astrid nie miała żadnych koneksji, kontaktów ani jasnego sposobu, by przekazać swoje informacje wywiadowcze komukolwiek, kto mógłby je skutecznie wykorzystać. Postanowiła podejść do problemu z tą samą metodyczną postawą, którą zastosowała do odkrycia ośrodka. Jeśli w Bergen istniały sieci ruchu oporu, musiałyby one okresowo rekrutować nowych członków.

 Musieli zidentyfikować godnych zaufania Norwegów, gotowych ryzykować życie, sprzeciwiając się okupacji, i szukać osób, które wykazywałyby się przydatnymi umiejętnościami, lojalnością wobec Norwegii i dyskrecją w zachowaniu poufności. Astrid rozpoczęła subtelną kampanię, aby przedstawić się jako właśnie taka osoba.

 Zgłosiła się na ochotnika do pomocy w kolportażu podziemnych gazet, które okazjonalnie ukazywały się w piekarni, wraz z dostawami pieczywa. Starała się mówić głośno i dumnie po norwesku w miejscach publicznych, unikając języka niemieckiego, nawet gdy byłoby to wygodniejsze. Pomagała ukrywać rodziny żydowskie przejeżdżające przez Bergen w drodze do Szwecji, przechowując je na krótko w piwnicy piekarni, choć nigdy nie powiedziała rodzicom, co robi.

 Mijały miesiące. Zima zapanowała w Norwegii, przynosząc charakterystyczny mrok i chłód. Konwoje we wtorki i piątki kontynuowały swój regularny harmonogram, poruszając się po drogach pokrytych lodem i śniegiem. Astrid kontynuowała obserwacje, dodając szczegóły do ​​stale rosnącej dokumentacji ośrodka Hurdler. W lutym 1944 roku jej cierpliwość została nagrodzona.

 Pewnego wieczoru, tuż przed zamknięciem, do piekarni wszedł mężczyzna o imieniu Gunnar Sunsty. Był wysoki, chudy i mówił z akcentem wschodnionoweskim. Zamówił chleb, zapłacił norweskim cronerem, a potem, odwracając się do wyjścia, powiedział cicho: „Ta dziewczyna Nielsona, która lubi liczyć ciężarówki. Myślę, że mamy wspólne zainteresowania.

Astrid poczuła, jak serce wali jej jak młotem, a strach i podniecenie zalewają ją jednocześnie. „Nie wiem, co masz na myśli” – odpowiedziała ostrożnie. „W takim razie może mógłbyś mi pokazać, czego nie wiesz” – zasugerował Gunner. „Przy herbacie, z dala od podsłuchujących ścian”. Spotkali się następnego wieczoru w bezpiecznym domu na obrzeżach Bergen, chatce rybaka, która pachniała solą i starym drewnem.

 Do Gunnera dołączyło dwóch innych członków ruchu oporu: kobieta o imieniu Seagrid i starszy mężczyzna, który nie podał nazwiska. Astrid przyniosła swoje notatniki. Przez 3 godziny szczegółowo opisywała wszystko, czego dowiedziała się o bazie okrętów podwodnych Hurdler: lokalizację wejścia, rozkłady jazdy konwojów, przybliżoną liczbę personelu, dźwięki silników okrętów podwodnych, charakter operacji zaopatrzeniowych.

 Pokazała im swoje szkice, pomiary, starannie udokumentowane obserwacje z 6 miesięcy. Kiedy skończyła, Secret spojrzał na Gunnera z czymś w rodzaju podziwu. To złoto, powiedziała po prostu. Londyn będzie tego chciał natychmiast. Nienazwany starszy mężczyzna wpatrywał się w Astrid przenikliwym wzrokiem.

 „Masz 14 lat” – zauważył. „Czy rozumiesz, co robisz? Jakie to ryzyko?” „Tak” – odpowiedziała Astrid bez wahania. „Rozumiem, że Norwegia jest okupowana. Rozumiem, że niemieckie okręty podwodne zatapiają alianckie statki. Rozumiem, że ta placówka im w tym pomaga i rozumiem, że informacja może być bronią równie potężną jak broń palna czy bomby.

Gunner uśmiechnął się po raz pierwszy. Dobrze rozumiesz. Prześlemy twoje informacje do Londynu przez nasze sieci radiowe. Brytyjczycy zadecydują, co z nimi zrobić, ale musisz nadal zachowywać się zupełnie zwyczajnie. Żadnych nietypowych działań, żadnych zmian w rutynie. Dasz radę? Astrid skinęła głową. Mogę być niewidzialna.

 Całe życie byłem niewidzialny. Informacje, które przekazała Astrid, dotarły do ​​Londynu w marcu 1944 roku, przekazane tajną siecią radiową norweskiego ruchu oporu. Brytyjski wywiad, świadomy już niemieckich operacji podwodnych na wodach norweskich, podejrzewał istnienie ukrytych baz, ale nie znał ich dokładnych lokalizacji.

 Szczegółowa dokumentacja Astrid dostarczyła im dokładnie tego, czego potrzebowali. W nocy 12 kwietnia 1944 roku bombowce Lancaster brytyjskich Królewskich Sił Powietrznych przeprowadziły precyzyjny nalot na wyspę Hurdler. Załogi bombowców otrzymały informacje wywiadowcze pochodzące częściowo z rozpoznania lotniczego, częściowo z raportów norweskiego ruchu oporu, a w dużej mierze z obserwacji 14-letniej dziewczynki, która zauważyła ciężarówki poruszające się nocą.

Nalot poważnie uszkodził zakamuflowane wejście do bazy okrętów podwodnych, zawalił części podziemnego obiektu i tymczasowo uniemożliwił obsługę okrętów podwodnych. Trzy niemieckie okręty podwodne zostały uwięzione w środku, nie mogąc wydostać się przez uszkodzony system tuneli. Niemieccy inżynierowie spędzili miesiące na naprawie obiektu, ale do tego czasu dominacja aliantów na północnym Atlantyku uległa drastycznej zmianie.

Astred dowiedziała się o nalocie 3 dni po jego zdarzeniu, kiedy Gunner odwiedził piekarnię i kupił całą tacę bułek. „Słyszałem, że góra ma problemy” – powiedział konwersacyjnie. „Problemy konstrukcyjne, takie, jakie się zdarzają, gdy fundamenty okazują się słabsze niż oczekiwano”. „Zrozumiała doskonale i pozwoliła sobie na lekki uśmiech.

Jej głupia sztuczka ze sznurkiem, jak początkowo przypuszczała, w połączeniu z uporczywą obserwacją i staranną dokumentacją, przyczyniła się do uszkodzenia strategicznego niemieckiego obiektu. Ale praca Astrid na tym się nie skończyła. Kontynuowała monitorowanie działań Niemców w Bergen i okolicach do końca wojny, przekazując informacje o ruchu oporu, który przyjął ją jako swoją najmłodszą analityczkę operacyjną.

 Dokumentowała ruchy wojsk, dostawy zaopatrzenia, projekty budowlane i schematy komunikacji. Jej zdolność dostrzegania anomalii i identyfikowania wzorców, których inni nie dostrzegali, czyniła ją nieocenionym atutem. Kiedy Niemcy kapitulowały w maju 1945 roku, Astrid brakowało jeszcze 14 dni do 16. urodzin.

 Przez prawie dwa lata aktywnie zbierała informacje wywiadowcze dla norweskiego ruchu oporu, a jej obserwacje przyczyniły się do wielu udanych operacji poza atakiem na Hurdlera. Po wojnie norwescy i brytyjscy oficerowie wywiadu szczegółowo ją przesłuchiwali, zdumieni precyzją i szczegółowością jej dokumentacji.

 Brytyjski oficer wywiadu marynarki wojennej, komandor Phillips, powiedział jej: „Wyszkoliliśmy agentów, którzy nie byliby w stanie dorównać twoim osiągnięciom za pomocą sznurka i lunety. Ma pani rzadki talent do pracy wywiadowczej, panno Nielson. Astrid nigdy nie zajmowała się zawodowo pracą wywiadowczą. Ukończyła edukację, wyszła za mąż za rybaka Erica Hogana i wychowała troje dzieci w Bergen.

 Prowadziła małą księgarnię w pobliżu portu przez 40 lat – spokojne życie, które idealnie jej odpowiadało. Ale nigdy nie przestała dostrzegać wzorców, nigdy nie przestała obserwować świata tym uważnym, analitycznym okiem, które rozpoznała jej babcia. W 1987 roku norweski historyk wojskowości, badający bazę okrętów podwodnych Herdler, odkrył oryginalne notatniki Astrid w archiwach ruchu oporu. Historyk, dr

Helga Vernes przeprowadziła obszerny wywiad z Astrid, a jej historia została ostatecznie opublikowana w książce zatytułowanej „The String That Cut Steel: Intelligence Operations in Occupied Norway”. Książka ujawniła to, czego historycy wcześniej nie wiedzieli. Nalot na Herdler z kwietnia 1944 roku okazał się znacznie bardziej skuteczny, niż początkowo sądzono.

 Niemieckie dokumenty zdobyte po wojnie wykazały, że uszkodzenie obiektu zmusiło do przeniesienia znaczących operacji konserwacji okrętów podwodnych do innych baz, co sparaliżowało całą norweską sieć wsparcia okrętów podwodnych na wiele miesięcy. Nalot uszkodził również zapasy specjalistycznej amunicji i odniósł tak poważne konsekwencje dla dwóch okrętów podwodnych, że nigdy nie powróciły one do stanu używalności.

 Astred Hogan Nay Nielson zmarła w 2003 roku w wieku 74 lat. Jej nekrolog w gazecie w Bergen wspominał o jej księgarni i rodzinie, ale nie wspominał o jej wojennej działalności. Większość jej sąsiadów nigdy nie dowiedziała się, że cicha, starsza kobieta, która sprzedawała im książki i pamiętała imiona ich dzieci, była kiedyś jedną z najskuteczniejszych młodych agentek norweskiego wywiadu.

 Ale wśród norweskich historyków ruchu oporu i brytyjskich badaczy wywiadu marynarki wojennej jej nazwisko budziło cichy szacunek. Dziewczyna, która zauważyła, że ​​ciężarówki wydają się zbyt ciężkie w obu kierunkach, która udowodniła swoją teorię sznurkiem Bakera rozciągniętym w poprzek ciemnej drogi, która odkryła ukrytą bazę okrętów podwodnych dzięki samej metodycznej obserwacji i nieustającej ciekawości, dowiodła czegoś głębokiego.

 Praca wywiadowcza nie wymaga nadprzyrodzonych zdolności ani zaawansowanej technologii, ale po prostu chęci dostrzegania tego, co inni przeoczają, kwestionowania tego, co inni akceptują, i poszukiwania odpowiedzi z uważną, wytrwałą uwagą. Baza okrętów podwodnych Herdler, poważnie uszkodzona podczas kwietniowego nalotu i późniejszych operacji, została częściowo zniszczona po wojnie.

 Obecnie miejsce to pełni funkcję muzeum, przechowując historię niemieckiej okupacji i norweskiego ruchu oporu. Zwiedzający mogą zwiedzać fragmenty podziemnego kompleksu, przechodząc tymi samymi tunelami, w których kiedyś ukrywały się okręty podwodne. W holu wejściowym muzeum znajduje się niewielka wystawa poświęcona Astred Nielsen. Przedstawia ona jeden z jej oryginalnych notatników, otwarty na stronie ze szczegółowymi szkicami i pomiarami.

 Obok, na czarnym aksamicie, znajduje się kawałek sznurka piekarskiego o długości około metra, z małą mosiężną tabliczką z napisem: „Sznurek, który ujawnił tajemnicę, umieszczony przez Astred Nielsena w październiku 1943 roku”. Zwiedzający często zatrzymują się przy tej ekspozycji, zdziwieni znaczeniem zwykłego kawałka sznurka. Jednak ci, którzy czytają towarzyszący jej tekst, dowiadują się, że czasami najprostsze narzędzia, władane inteligencją i odwagą, potrafią osiągnąć to, czego nie potrafią osiągnąć wyrafinowany sprzęt i rozległe zasoby.

 Dowiedzieli się, że ciekawska dziewczynka ze sznurkiem i lunetą pomogła zdemaskować obiekt, który zdaniem niemieckich planistów wojskowych był doskonale ukryty. I dowiedzieli się, że obserwacja, analiza i wytrwałość pozostają potężną bronią w walce z wszelkimi formami oszustwa.  

Uwaga: Część treści została stworzona przy wsparciu AI (AI & ChatGPT) i następnie została twórczo opracowana przez autora, aby lepiej odpowiadała kontekstowi oraz ilustracjom historycznym. Życzę Ci fascynującej podróży odkrywczej!

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *