Jak amerykański żołnierz w 10 minut ujawnił tajny japoński system tuneli i uratował swój pluton. NP
Jak amerykański żołnierz w 10 minut ujawnił tajny japoński system tuneli i uratował swój pluton
O godzinie 8:00 rano 26 maja 1943 roku szeregowy Joe P. Martinez kulił się w śniegu o głębokości 4 stóp na wysokości 1500 stóp nad poziomem morza na grzbiecie Fish Hook Ridge, na wyspie Atu na Alasce, obserwując mgłę o widoczności 30 jardów. Miał 25 lat, urodził się w stanie Teksańskim, wychował w Alt w stanie Kolorado, niósł przy sobie automatyczny karabin M1918 A2 Browning, który ważył 18 kg po załadowaniu.
Za nim, gdzieś we mgle, 200 żołnierzy z Kompanii K, 32. Pułku Piechoty, 7. Dywizji Piechoty, przygwożdżonych przez 72 godziny ogniem japońskich karabinów maszynowych z pozycji, których nikt nie mógł dostrzec. Przed nim, na zboczu o nachyleniu 50°, pokrytym śniegiem i lodem, czaiło się jak pajęczyny. Leje pajęcze zamaskowane ubitym śniegiem i mchem tundrowym, niewidoczne, dopóki nie zbliżyło się na 10 jardów.
Martinez spędził 7 lat, śledząc owce na Wyżynie Kolorado, na wysokości 1570 m n.p.m. Znał wysokość. Znał zimno. Wiedział, jak drapieżniki kryją się w terenie, który wyglądał na pusty. Wstał sam, bez rozkazu, i zaczął iść pod górę. Jeśli chcesz zobaczyć, jak pasterz owiec z Kolorado wykorzystał sztuczkę z polowaniem na wilki, aby w 10 minut odsłonić japoński system tuneli i oczyścić grzbiet, którego 200 żołnierzy nie dałoby rady pokonać w 3 dni, to…
Kliknij ten przycisk. To pomoże nam udostępniać więcej zapomnianych historii, takich jak ta. I zasubskrybuj, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Wracamy do Martineza. 3 czerwca 1942 roku wojska japońskie dokonały inwazji na wyspy Kiska i Atu na Wyspach Aluzyjskich. Pierwsza okupacja terytorium amerykańskiego od wojny w 1812 roku. Atu stało się bazą wypadową do potencjalnych ataków na kontynentalną Alaskę.
20 500 japońskich żołnierzy okopanych przez 11 miesięcy, okopanych w górach, budowało bunkry w zmarzlinie. 11 maja 1943 roku siódma dywizja piechoty wylądowała na Atu. Dwa tygodnie walk, postęp o 5 kilometrów. 549 amerykańskich żołnierzy poległo, 148 zostało rannych. Klimat zabił tyle samo ludzi, co Japończyków. Arktyczna mgła, temperatury bliskie zeru, wiatr przecinający parkery, okopowe odmrożenia, hipotermia.

Mężczyźni padali i ginęli z wychłodzenia, zanim dotarli do pozycji wroga. Wzgórze Fish Hook Ridge było wąskim gardłem między zatoką Holtz a portem Chichoff. Japońscy obrońcy utrzymywali wzniesienie w tunelach połączonych okopami. Otwory miały głębokość od 1 do 1,5 metra, szerokość mniejszą niż metr, były pokryte śniegiem i roślinnością. Człowiek mógł znajdować się 5 stóp od nich i ich nie zauważyć. Kompania K zaatakowała 24 maja.
Ogień karabinów maszynowych z niewidocznych pozycji zatrzymał ich w odległości 100 jardów (ok. 90 metrów). Zaatakowali ponownie 25 maja. Z tym samym rezultatem. Do rana 26 maja kompania straciła około 100 zabitych lub rannych ludzi w ciągu 48 godzin. Wzgórze nadal było w rękach Japończyków. Joe Martinez urodził się w Taos w Nowym Meksyku w 1918 roku.
Jego rodzina przeniosła się do Alt w Kolorado w 1927 roku. Ult leżało na wysokości 5200 stóp n.p.m. w hrabstwie Weld, na wyżynnych terenach rolniczych, gdzie temperatury zimą spadały do -20 stopni Fahrenheita, a letnie burze nadciągały z Gór Skalistych z piorunami, które zabijały bydło na otwartych polach. Martinez pracował jako pasterz owiec i robotnik rolny. Owce pasły się na otwartych pastwiskach. Napadały na nie drapieżniki – kojoty, wilki, a czasem pumy.
Kiedy wilk zabił owcę, Martinez musiał ją znaleźć i zabić, zanim zabiłby kolejne. Wilki nigdy nie pozostawały odsłonięte. Poruszały się w terenie, korzystając z zagłębień i koryt strumieni, pozostając nisko, niewidzialne, aż do ataku. Martinez nauczył się na nie polować, stając się widocznym. Chodził rozważnie po otwartym terenie, hałasując, tworząc ruch i zmuszając wilka do reakcji.
Wilk zmieniał pozycję, aby go śledzić, warczał lub wyskakiwał zza osłony, aby się przemieścić. Ten ruch ujawniał jego pozycję. Wtedy Martinez strzelał. W sierpniu 1942 roku Martinez został powołany do wojska. Zgłosił się do Camp Roberts w Kalifornii na 13 tygodni szkolenia podstawowego. Armia wydała mu karabin M1 Garand o wadze 4,3 kg. Następnie go zwrócono i dano mu karabin M19 i 18 A2.
Belka ważył 9,75 kg bez ładunku, z dwójnogiem i sześcioma załadowanymi magazynkami. Całkowita waga wynosiła 18 kg. Większość żołnierzy nienawidziła belki. Była ciężka, nieporęczna i wymagała ciągłej konserwacji. Martinez nigdy nie narzekał. Nosił 60-funtowe bele siana po górskich zboczach w Kolorado. 18 kg to było nic. Martinez został przydzielony do Kompanii K, 32. Pułku Piechoty, jako strzelec belki.
Z beczki strzelano amunicją 30-06 z 20-nabojowych magazynków. Szybkostrzelność wynosiła od 300 do 450 strzałów na minutę przy wolnym strzale cyklicznym, od 500 do 650 przy szybkim strzale. Zasięg efektywny od 1 do 500 jardów (ok. 1,45-45,4 m). Broń została zaprojektowana do prowadzenia ognia zaporowego, prowadzenia ognia w ruchu pieszym podczas natarcia oraz utrzymywania pozycji obronnych. Nie była przeznaczona do strzelania precyzyjnego.
Zaprojektowano go, aby wystrzelić dużo pocisków i utrzymać głowy wroga nisko, podczas gdy strzelcy manewrowali. Kompania K została wysłana do Iluzji w kwietniu 1943 roku. Szkolenie w Fort Odd, a następnie konwój na północ przez Pacyfik. Elucjanie różnili się od wszystkiego, co Martinez widział. Wyspy z wulkanicznych skał i tundry. Brak drzew. Ciągły wiatr.
Mgła, która ograniczyła widoczność do 20 jardów (ok. 18 metrów). Deszcz, który przeszedł w śnieg z deszczem, a ten w śnieg. Japończycy byli na Atu od roku. Znali teren. Zbudowali pozycje, których amerykańskie służby rozpoznawcze nie mogły zlokalizować ani z powietrza, ani z morza. Kiedy siódma dywizja wylądowała 11 maja, Japończycy poczekali, aż Amerykanie znajdą się w głębi lądu, a następnie otworzyli ogień z pozycji, o których istnieniu Amerykanie nie wiedzieli.
Bitwa o Atu przerodziła się w powolną harówkę w górach i mgle. Japońscy żołnierze walczyli z bunkrów i tuneli połączonych okopami. Strzelali, wycofywali się tunelami, a następnie pojawiali się ponownie na innej pozycji. Siły amerykańskie nie mogły wezwać skutecznego wsparcia artyleryjskiego ani lotniczego, ponieważ nie widziały celów.
Mgła była zbyt gęsta. Ostrzał artyleryjski z okrętów uderzał w zbocza gór i pustą tundrę. Bombowce zrzucały bomby na współrzędne, które okazały się oddalone o 200 jardów od celu. Piechota musiała zdobywać każdą pozycję pieszo, przez śnieg, pod górę, pod ostrzałem niewidocznych wrogów. Do 26 maja Kompania K walczyła już od 15 dni.
Z plaży dotarli do podstawy Wzgórza Fish Hook. Wzgórze to było ostatnią przeszkodą przed portem Chichoff. Gdyby je zdobyli, mogliby połączyć się z innymi jednostkami nacierającymi od zachodu i okrążyć pozostałe siły japońskie. Nie byli jednak w stanie zdobyć wzniesienia. Za każdym razem, gdy nacierali, powstrzymywał ich ostrzał karabinów maszynowych.
Nie mogli zidentyfikować stanowisk strzeleckich. Mgła i śniegowy kamuflaż sprawiały, że pajęcze nory były niewidoczne. Żołnierze ginęli, nie widząc, kto ich wystrzelił. O godzinie 8:00 26 maja Kompania K znajdowała się u podnóża grzbietu Fish Hook. Temperatura 2°C, widoczność 30 jardów (ok. 27 m), śnieg o głębokości 4 stóp (ok. 1,2 m) w dolinach i 2 stopy (ok. 60 m) na zboczach. Martinez wraz ze swoim oddziałem rozstawił się 50 jardów (ok. 45 m) od podstawy grzbietu.
Byli tam od świtu. Żadnych rozkazów do natarcia. Żadnych rozkazów do odwrotu, tylko czekać. Ludzie byli zmarznięci, przemoczeni, wyczerpani. Niektórzy mieli odmrożenia. Większość nie jadła ciepłego posiłku od trzech dni. Racje żywnościowe składały się z krationów i wszystkiego, co udało im się podgrzać nad małymi ogniskami, gdy wiatr na to pozwalał. Martinez spojrzał na grzbiet.
Przez mgłę widział pierwsze 30 metrów zbocza. Dalej nic. Słyszał jednak strzały karabinu maszynowego. Ciężki karabin maszynowy Typ 92 kalibru 7,7 mm strzelał gdzieś z grzbietu. Dźwięk odbijał się echem we mgle, niemożliwy do zlokalizowania. Mężczyźni wokół niego leżeli w śniegu, starając się nie chować, próbując się ogrzać. Nikt się nie posuwał naprzód.
Martinez wstał. Zarzucił sztabkę na ramię i sprawdził magazynek. Załadował 20 naboi. Pięć kolejnych magazynków miał za pasem. W sumie 120 naboi. Zaczął iść pod górę. Nikt go nie zatrzymał. Nikt nie kazał mu się cofnąć. Mężczyźni obserwowali, jak odchodzi. Martinez szedł rozważnie, nie biegł, nie kucał, po prostu szedł pod górę przez śnieg sięgający mu do pasa.
Trzymał sztabkę przy biodrze, z palcem na spuście. Po 40 jardach oddał krótką serię, pięć pocisków, nie celując w nic konkretnego, tylko strzelając przed siebie, w mgłę, w zbocze. Dźwięk przeciął powietrze. Szedł dalej, oddał kolejną serię, szedł dalej. 50 jardów pod górę karabin maszynowy otworzył ogień.
Błysk wylotowy widoczny przez mgłę. 15 jardów (14 m) na lewo, lekko uniesiony. Martinez upadł w śnieg, potoczył się w lewo, zorientowany na błysk wylotowy. Lejek strzelniczy znajdował się 10 jardów (ok. 10 m) dalej, wbity w zbocze, pokryty śniegiem, z wyjątkiem otworu strzelniczego. Martinez wyciągnął z pasa granat MK2. Zapalnik 57 kg, 4 sekundy. Przeciągnął zawleczkę.
Granat wylądował w otworze. Eksplozja. Karabin maszynowy zamilkł. Martinez wstał, podszedł do otworu i potwierdził śmierć dwóch japońskich żołnierzy. Jeden był strzelcem, drugi ładowniczym. Karabin maszynowy Typ 92 wciąż był gorący, a taśma z amunicją była w połowie zużyta. Martinez przeładował swój magazynek, 20 świeżych naboi i kontynuował marsz pod górę.
Na wysokości 100 jardów (ok. 100 m) pod górę oddał kolejną serię. Siedem strzałów, czekał, bez odpowiedzi. Przesunął się o kolejne 20 jardów i oddał kolejny strzał. Karabin Arisaka typ 38 odpowiedział ogniem. Pojedynczy strzał. Kula trafiła w śnieg 60 cm na prawo od Martineza. Zobaczył błysk wylotowy. Dziura w ścianie skalnej 20 jardów (ok. 18 m) przed nim, 8 stóp (ok. 2,4 m) wyżej. Martinez schował się za głazem i odczekał 30 sekund.
Japoński żołnierz ładował swój pięcionabojowy magazynek karabinu Arisaka boltaction. Martinez Rose oddał serię 10 nabojów, posyłając masę. Żołnierz cofnął się do okopu. Z tego samego dołu wyłonił się drugi żołnierz, rzucając granat typu 97. Martinez zauważył ruch i skoczył w lewo.
Granat wybuchł 1,5 metra za nim, ochlapując mu plecy śniegiem i ziemią. Odwrócił się i oddał osiem strzałów. Drugi żołnierz padł. Martinez zabił już trzy pajęczyny. Około pięciu japońskich żołnierzy zginęło. Wystrzelił 43 pociski ze 120. Przeładował dwa nowe magazynki i sprawdził swoją pozycję.
Był 160 jardów (ok. 157 metrów) pod górę od bazy. Nie widział już Kompanii K przez mgłę. Był sam na grzbiecie. Temperatura spadała. Palce zdrętwiały mu w wełnianych rękawiczkach. Włożył dłonie pod pachy na 10 sekund, po czym ruszył dalej. Na 220 jardach (ok. 190 metrów) omal nie wpadł do okopu. Zatrzymał się 3 stopy (ok. 90 cm) od krawędzi.
Japoński żołnierz był w środku, kucał, zwrócony twarzą w przeciwną stronę, z karabinem wycelowanym na wschód. Żołnierz czekał, aż Amerykanie podejdą z innej strony. Nie słyszał Martineza, bo wiatr niósł dźwięk. Martinez nie strzelił. Za głośno. Wyciągnął granat i wrzucił go do okopu. Wybuch.
Czwarta dziura w ścianie została oczyszczona. 20 jardów przed nami. Kolejny rów. Ten żołnierz usłyszał granat. Stał twarzą do Martineza. Uniósł karabin. Martinez oddał strzał z biodra. 15 strzałów z odległości 8 jardów. Cztery kule trafiły. Żołnierz upadł. Piąta dziura została oczyszczona. Martinezowi zostały dwa magazynki. 40 naboi. Cztery granaty. Wspinał się od około 30 minut.
Nie słyszał już kompanii K za sobą. Słyszał głosy przed sobą. Japońskie głosy, kilku mężczyzn rozmawiających natarczywie. Wiedzieli, że ktoś wchodzi na grzbiet. O 10:45 Martinez dotarł na szczyt Fish Hook Ridge. Mgła nieco się przerzedziła na wyższych wysokościach. Widoczność wzrosła do 50 jardów (ok. 45 m).
Przez prześwity mgły widział zarys portu Chichoff. 9 metrów przed sobą widział wejście do bunkra, a nie dziurę w ziemi. Była to umocniona pozycja, częściowo podziemna, z bali, ziemi i śniegu, połączona systemem tuneli. Wejście znajdowało się w dół zbocza, chronione okopem i parapetem strzeleckim.
Martinez zbliżył się do bunkra od góry. Japońscy obrońcy spodziewali się ataków z dołu, a nie z grzbietu. Poruszał się ostrożnie, trzymając się nisko i wykorzystując skały jako osłonę. 4,5 metra od wejścia usłyszał głosy w środku. Co najmniej dwóch mężczyzn, prawdopodobnie więcej. Wyjrzał przez krawędź. Wejście do bunkra znajdowało się 2,4 metra pod nim, wykute w ścianie klifu.
Aby do niego dotrzeć, musiał zejść odsłonięty. Martinez podjął decyzję. Zsunął się w dół klifu, kontrolując opadanie lewą ręką, a prawą trzymając drążek. 1,5 metra od wejścia zobaczył w środku dwóch japońskich żołnierzy przeładowujących karabin maszynowy typu 92. Spojrzeli w górę. Martinez wylądował na nogach, uniósł drążek i oddał strzał. 20 naboi.
Odległość była tak mała, że niespalony proch z błysku wylotowego oślepił żołnierzy, zanim kule ich zabiły. Obaj upadli. Martinez podszedł do wejścia. Wyciągnął ostatni granat, przygotowując się do wrzucenia go do tunelu za bunkrem. Trzeci japoński żołnierz wyłonił się z bocznego przejścia z uniesionym karabinem.
Żołnierz oddał pojedynczy strzał. Arisaka typ 38 6 5 × 50 mm. Kula trafiła Martineza w głowę nad lewym okiem. Upadł. 26 maja 1943 roku. Około godziny 10:50. O godzinie 11:30 żołnierze Kompanii K posuwali się w górę Fish Hook Ridge. Mgła się podniosła. Znaleźli martwego Martineza przy wejściu do bunkra.
Znaleźli sześć zniszczonych pajęczyn. Policzyli od 10 do 12 zabitych japońskich żołnierzy. Wzgórze było czyste. Kompania K zdobyła szczyt bez dodatkowego oporu. Bitwa o ATU zakończyła się 30 maja. Łączne straty Amerykanów wyniosły 549 zabitych i 148 rannych. Łączne straty Japończyków wyniosły 2351 zabitych. Z 2500 żołnierzy garnizonu, tylko 28 japońskich żołnierzy zostało schwytanych.
Pozostali zginęli w walce lub popełnili samobójstwo. Po bitwie pod Atu armia zmieniła taktykę walki w tunelach i systemach tuneli. Miotacze ognia stały się standardem w walce w jaskiniach i bunkrach. Saperzy zostali włączeni do jednostek szturmowych. Lekcje zdobyte na Atu wykorzystano na Ewoimie i Okinawie.
Dwa lata później działania Martineza na Fish Hook Ridge zostały udokumentowane przez dowódcę jego kompanii, kapitana Willougha C. Bianke. Bianke złożył wniosek o Medal Honoru 15 czerwca 1943 roku. Wniosek został zatwierdzony przez dowództwo pułku, dowództwo dywizji i dowództwo teatru działań wojennych. 6 października 1943 roku prezydent Franklin D.
Roosevelt podpisał Medal Honoru. W uzasadnieniu napisano m.in.: „Za wybitną odwagę i nieustraszoność z narażeniem życia, wykraczającą poza zakres obowiązków w akcji, w której doszło do rzeczywistego konfliktu z wrogiem. Na terenie tylko częściowo zasypanym zaspami. Szeregowy Martinez posuwał się samotnie. Przedzierał się przez intensywny ogień wroga z pozycji swoich towarzyszy, aż znalazł się w bliskim zasięgu wroga”.
Następnie, używając granatów ręcznych i karabinu Browning, zniszczył dwa wrogie okopy. Mandat umniejszał zasługi Martineza. Nie zniszczył dwóch okopów. Zniszczył sześć. Nie przedarł się przez częściowo osłonięty teren. Przeszedł przez śnieg o głębokości 1,2 m, na zboczu o nachyleniu 50°, w lodowatej mgle, z widocznością 27 metrów.
Wspiął się samotnie na ponad 250 jardów pod ostrzałem z pozycji, których nie widział, stosując technikę polowania na wilki z Kolorado, aby zmusić wroga do ujawnienia się. Przełamał linię obronną, której 200 żołnierzy nie było w stanie przełamać w ciągu 3 dni. Szeregowy Joe P. Martinez był pierwszym poborowym, który otrzymał Medal Honoru w czasie II wojny światowej.

Był pierwszym Amerykaninem pochodzenia latynoskiego, który otrzymał Medal Honoru w czasie II wojny światowej. Został pochowany na Cmentarzu Narodowym Fort Logan w Denver w stanie Kolorado, 48 km od Alt, na wysokości 1650 m n.p.m., niemal na tej samej wysokości, na której dorastał, pasąc owce. W 1948 roku armia nadała jego imię placówce szkoleniowej w Fort Logan w Kalifornii.
Camp Martinez szkolił żołnierzy piechoty do walki w Korei i Wietnamie. Obóz został zamknięty w 1994 roku, wraz z zamknięciem Fortu, ale tablica pamiątkowa pozostała. W Alt w stanie Kolorado, w parku miejskim stoi mały pomnik. Większość przejeżdżających przez Alt nigdy go nie widzi. Miasto liczy mniej niż 2000 mieszkańców.
Pomnik to kamienny nagrobek z nazwiskiem Martineza, stopniem i odznaczeniem Medalem Honoru. Nie ma pomnika ani flag, tylko kamień i brąz w małym parku obok silosu zbożowego. Martinez nigdy nie wiedział, że walczy na amerykańskiej ziemi. Podczas szkolenia w Camp Roberts żołnierzom powiedziano, że wyruszają na misję do Iluzji.
Większość nigdy nie słyszała o Iluzjanach. Nie wiedzieli, że Iluzjanie są częścią Alaski. Nie wiedzieli, że będą walczyć o odzyskanie terytorium Stanów Zjednoczonych. Myśleli, że zmierzają na kolejną wyspę na Pacyfiku. Dopiero po bitwie stało się jasne, jak to się stało. Dźwignia karabinu maszynowego M1918 A2 Martineza nigdy nie została odzyskana.
Został pozostawiony na grzbiecie Fish Hook Ridge, albo zakopany w śniegu, albo odebrany przez personel rejestracyjny Gravesa i zwrócony do Depo. Nie zachował się żaden zapis o jego numerze seryjnym ani o losie. Sztabka, którą Martinez wniósł na grzbiecie, broń, która zabiła co najmniej 10 japońskich żołnierzy w jeden poranek, zniknęła w systemie logistycznym i została przekazana innemu żołnierzowi lub zezłomowana na części.
To, co Martinez zademonstrował na Fish Hook Ridge, nie było niczym nowym. To była stara technika, starsza niż współczesna wojna, starsza niż broń palna, polegająca na byciu widocznym, aby zmusić ukrytego wroga do reakcji. Łowcy stosowali tę technikę od wieków. Ale Martinez był pierwszym żołnierzem na Atu, który skutecznie wykorzystał ją przeciwko japońskim pajęczakom.
Po jego śmierci inni żołnierze próbowali podobnej taktyki. Niektórzy odnieśli sukces, inni zginęli. Technika działała, gdy stosujący ją mężczyzna rozumiał teren i sposób myślenia drapieżników. Martinez rozumiał jedno i drugie. Japońscy żołnierze broniący Fish Hook Ridge nie byli tchórzami. Byli zawodowymi żołnierzami, którzy przez wiele dni bronili tej pozycji, walcząc z przeważającymi siłami wroga.
Zadali amerykańskim siłom ciężkie straty. Zbudowali skuteczne pozycje obronne i wykorzystali ukształtowanie terenu na swoją korzyść. Szkolono ich jednak tak, by spodziewali się ataku sił amerykańskich w formacji, z ogniem osłonowym i wsparciem artylerii. Nie spodziewali się, że pojedynczy żołnierz będzie samotnie szedł pod górę, strzelając celowo, zmuszając ich do ujawniania swoich pozycji pojedynczo.
To nie była standardowa doktryna amerykańskiej piechoty. To było coś innego. To był pasterz owiec z Kolorado polujący na wilki. Jeśli ta historia poruszyła Cię tak jak nas, zrób mi przysługę. Kliknij ten przycisk „Lubię to”. Każdy lajk to sygnał dla YouTube’a, żeby pokazać tę historię większej liczbie osób. Kliknij „Subskrybuj” i włącz powiadomienia.
Codziennie ratujemy zapomniane historie z zakurzonych archiwów. Historie o żołnierzach, którzy udowodnili swoją wartość umiejętnościami i odwagą. Prawdziwi ludzie, prawdziwe bohaterstwo. Zostaw komentarz i powiedz nam, skąd oglądasz. Oglądasz ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii? Nasza społeczność rozciąga się na cały świat.
Nie jesteś tylko widzem, jesteś częścią podtrzymywania tych wspomnień. Powiedz nam, gdzie jesteś. Powiedz nam, czy ktoś z Twojej rodziny służył. Daj nam znać, że tu jesteś. Dziękujemy za oglądanie i dziękujemy za to, że dbasz o to, by Joe P. Martinez nie zniknął w ciszy. Ci ludzie zasługują na pamięć, a Ty pomagasz w jej tworzeniu.
Uwaga: Część treści została stworzona przy wsparciu AI (AI & ChatGPT) i następnie została twórczo opracowana przez autora, aby lepiej odpowiadała kontekstowi oraz ilustracjom historycznym. Życzę Ci fascynującej podróży odkrywczej!




